Autor: biuroprasowe
7 października 2011

Opisana przez Red. Gmyza „afera 585 KSH” przypomina raczej dowcip o samochodach, które rzekomo rozdawano na Placu Czerwonym. Formuła: „mówi nasz informator” sugeruje – tajne przez poufne – że w Pałacyku Sobańskich pod osłoną styczniowej nocy dokonywał się zamach na legislację.

Takie „lub czasopism”, tylko że tym razem dla Szefa Prokomu. Bardzo mały deszcz z tej chmury, wypuszczonej w świetnym momencie, aby choć trochę adwokaturę ustawić, tak… przedwyborczo. Przypomnijmy, że na sali, obok „naszego informatora” było kilkoro znanych i cenionych dziennikarzy zarówno z prasy prawniczej, jak i z dzienników ogólnopolskich, w tym… z „Rzeczpospolitej”. Po co więc sięganie do OZI? Wystarczyło, aby autor podszedł do biurka redakcyjnego kolegi i zapytał: „ poszedł szmer przez salę? A może cień kruka padł na fortepian?” . To się nazywa budowanie narracji. „Krauze trzyma się z tyłu”… a gdyby wypinał pierś w pierwszym rzędzie, zaraz obok Ministra z PO? Powtórzmy: z PO. Strach się bać.

Ze zmianą tego przepisu nie trzeba się zgadzać, był czas na dyskusję: w komisji legislacyjnej NRA , w prasie, w Parlamencie, a wreszcie po kilku latach, na dwa miesiące przed końcem kadencji parlamentarnej udało się go – również nam – zmienić. Wyjęto brzytwę z rąk tych polityków, którzy chętnie wpływali na niezależną prokuraturę. Autor żałuje, może szkoda, ale nie dla przedsiębiorców. Teraz nie będzie wskazywania: „uderzmy w niego, a skoro jest paragraf to i coś tam w spółce się znajdzie”.

O tym, świetnie W. Gadomski w artykule „Dzielni tropiciele z Rzepy”: „Najistotniejsza zmiana polega na tym, że osoby kierujące spółkami mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wyrządzenie swej firmie szkody, jeśli osiągnęli z tego korzyść materialną (krótko mówiąc – okradli firmę) lub jeśli firma z takim wnioskiem wystąpi. Wcześniejsze przepisy (między innymi artykuły 585 i 586 kodeksu spółek handlowych) dawały możliwość ścigania z urzędu menedżerów za straty, jakie poniosły spółki w wyniku ich decyzji, nawet jeśli nikt na tym nie skorzystał (czyli nie było kradzieży). Jeśli zapis ten zinterpretujemy szeroko, można by posadzić do więzienia każdego członka zarządu spółki. Bo nie ma takiego geniusza, który by nie podjął w trakcie zarządzania jakichś błędnych decyzji. To wynika ze specyfiki rynku. Może kupił coś za drogo lub zainwestował nie tak, jak powinien?”

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75968,10417092,Dzielni_tropiciele_z__Rzepy_.html#ixzz1a5bsAQ9Z

Adwokatura będzie dążyła wszelkimi legalnymi środkami do zmiany złych, szkodliwych i przestarzałych przepisów, też z okresu PRL-u. Już dziś zapowiadamy, że art. 212 KK powinien zniknąć z kodeksu karnego. Nie chcemy postępowań karnych wobec dziennikarza, który napisał nieprawdę, nawet zniesławił, nie jesteśmy na froncie walki ideologicznej. Czy to znaczy, że adwokaturą steruje sprawne lobby dziennikarskie?

Zobaczymy, czytajmy Redaktora Gmyza.

Adw. Jakub Jacyna
Rzecznik Prasowy Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie