Autor: biuroprasowe
10 października 2011

Ostatnio ukazała się publikacja prasowa poświęcona nowelizacji art. 585 kodeksu spółek handlowych. Kawał solidnej dziennikarskiej roboty w wydaniu Cezarego Gmyza – jednego z najlepszych speców od dziennikarstwa śledczego. Rozumiejącego, że dobry tekst musi być poczytny, musi przyciągać uwagę. By to osiągnąć najłatwiej posłużyć się przekazem składającym się w istocie z obrazów. Jak w komiksie czy w filmie. Sztuka niedopowiedzeń spowoduje, iż czytelnik sam dopisze sobie oczekiwaną treść. Jak w filmach Hitchcocka: najpierw gość trzymający nóż, potem trup z tym samym nożem w brzuchu. I wszystko jasne: gość zabił trupa nożem. Tylko nieliczni zapytają, ale czy na pewno?

Należę do ludzi, którzy muszą rozumieć to co widzą. Wychodzę z kina rozczarowany, gdy reżyser próbuje sprzedać mi ciemnotę. W seansie poświęconym art. 585 ksh niestety tak było. Dlaczego przedłożona Ministrowi Sprawiedliwości, przez Prezesa NRA, propozycja Komisji Legislacyjnej NRA, popierana przez uznane autorytety, słuszna i potrzebna, aby przestępstwo określone w art. 585 ksh stało się przestępstwem wnioskowym, posłużyła za obraz nieprawidłowości procesu legislacyjnego? Bo się ładnie wpisuje w bajkę pod tytułem „biznes i adwokaci na usługach Krauzego”. I tyle o tym.

W publikacji Cezarego Gmyza jest jeszcze jeden wątek, na który pewnie mało kto zwrócił uwagę. Wątek filmu, tym razem prawdziwego, do którego dotarł dziennikarz. Rozmawiałem z Cezarym Gmyzem i nie mam wątpliwości, że widział nasz film. Nie było by w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie fakt, że o jego udostępnienie redaktor wystąpił do NRA dzień po publikacji tekstu, w którym opisuje sceny z filmu!

Zadałem sobie pytanie jak to możliwe, bo ze spotkania noworocznego powstały tylko dwa egzemplarze, z których jeden jest u mnie, a drugi w biurze prasowym NRA. Po obejrzeniu materiału w styczniu 2011 nie zdecydowałem się na jego publikację, bo film zawiera dłużyzny, jest po prostu nudny, a w skromnym budżecie mojej komisji nie starczyło pieniędzy na jego profesjonalny montaż. Myślę i myślę, cały czas się zastanawiam, kto jest tym „informatorem”, cytowanym w publikacji. Nawet się zastanawiam, że może ja sam – przecież mam ten film i mogłem go łatwo skopiować – no ale chyba bym coś o tym wiedział.

I gdy tak myślę, przypomina mi się pewne zdarzenie z przeszłości, wymiana maili w zamkniętym kręgu osób, do jakiej doszło z inicjatywy Pawła Rochowicza, a poświęcona jego odejściu ze stanowiska szefa biura prasowego NRA.

Pawle! Miałeś rację pisząc: „Kładę to na karb nikłego doświadczenia pewnych osób w zarządzaniu wizerunkiem organizacji. Prosiłbym te osoby, by pamiętały też, że używanie sieci do zamkniętych dyskusji nie jest dobrym pomysłem, bo prędzej czy później do takich treści dotrą inni, nawet jeśli ich traktować jako tylko dziennikarzy”.

Ja, z przykrością, mogę dodać do słów Pawła Rochowicza więcej: nie tylko używanie sieci do prywatnych dyskusji nie jest dobrym pomysłem. Nie jest dobrym pomysłem ufanie, że „pewne osoby” będą pamiętały o starej łacińskiej zasadzie: primum non nocere.

Teraz dwa razy się zastanowię, czy publicznie popierać likwidację art. 212 kodeksu karnego albo innych szkodliwych przepisów, jak np. znowelizowanego art. 207 § 3 kpc, ustanawiającego prekluzję sędziowską, by mi później publicznie nikt nie zarzucił, gdy będzie to politycznie potrzebne, że czyniłem to jedynie dla osiągnięcia przez kogoś korzyści.

Adw. Rafał Dębowski
Członek Naczelnej Rady Adwokackiej