Autor: Biuro prasowe
10 kwietnia 2009

Do artykułu radcy prawnego Urszuli Młynarczyk („Z umowy z radcą prawnym lub adwokatem można się wyplątać”, „Rz” z 3 kwietnia 2009 r.) traktującego o związku, który się nawiązuje pomiędzy klientem a adwokatem lub radcą, oraz o tym, że nie jest to związek nierozerwalny, warto dorzucić kilka uwag.

Pierwsza – to wskazanie na istotną odmienność między Tymi zawodami: kierują się one odmiennością w zakresie przyjętych zasad deontologicznych, odmienną filozofią wykonywania zawodu. W artykule mec. Młynarczyk przypomina się, że kodeks etyki radcy prawnego stanowi, iż podstawą wypowiedzenia przez radcę zlecenia może być niezapłacenie przez klienta umówionego wynagrodzenia. Kodeks etyki adwokackiej takiego postanowienia nie zawiera. Mowa ram natomiast, że sprawy finansowe to obszar szczególnej skrupulatności w relacji adwokat – klient. Ponadto etyczne normy zawodowe adwokatów zakazują uzależniania wydania klientowi pism i dokumentów związanych z powierzoną sprawą od uprzedniego uregulowania opłat i kosztów przypadających adwokatowi.
Czy tu chodzi wyłącznie o elegancję, czy jednak o coś więcej? Otóż relacja między klientem a adwokatem nie jest sprowadzona do poziomu relacji rynkowej. Chociaż z rozmaitych przyczyn (głównie podatkowych) adwokatów Inne wolne zawody wtłoczono w kategorię przedsiębiorców, nie do końca jednak układ klient-adwokat jest odzwierciedleniem relacji zleceniodawca – usługodawca. W stosunkach klienta z adwokatem podstawowym spoiwem był, i mam nadzieję zawsze będzie, element zaufania. To oznacza, że pełnomocnictwo ulega rozwiązaniu nie wówczas, gdy klient nie zapłacił umówionego wynagrodzenia, lecz gdy utracił do adwokata zaufanie bądź odwrotnie. W omawianych stosunkach zaufanie jest jednym z podstawowych filarów deontologicznych decydujących o bycie samego zlecenia oraz istoty adwokackich powinności – względem klienta oraz względem sprawy.
Zważmy, że w zwykłych stosunkach rynkowych element zaufania właściwie jest wyparty przez oparcie stosunków w układzie nabywca – usługodawca wyłącznie na elemencie zapłaty skorelowanym z gwarancją jakości. Te dwa aspekty to jednak stanowczo za mato, gdy w grę wchodzi wykonywanie usług o charakterze niematerialnym. Dla przykładu: idąc do dentysty, nie myślimy -wyłącznie o tym, ile trzeba zapłacić za leczenie zębów, l nie oczekujemy, że dentysta jest odpowiednio ubezpieczony, aby nam naprawić szkodę. Chodzi nam przede wszystkim o wybór takiego dentysty, który „wykonując usługę medyczną” nie narazi na szwank naszego zdrowia. Szukamy stomatologa, którego będziemy mogli obdarzyć zaufaniem i to zaufanie plus zapłata za trud i fachowe leczenie dają nam to, o co chodziło na początku: zdrowe zęby i komfort psychiczny. Nawiasem mówiąc, w praktyce rad adwokackich związanej z wpływającymi skargami dyscyplinarnymi coraz częściej zaczyna dominować roszczeniowe podejście klientów do adwokatów. Skłonny jestem wiązać ro ze zjawiskiem wypierania 7 relacji między klientem a adwokatem elementu zaufania, oraz z zanikiem poszukiwania komfortu i poczucia bezpieczeństwa, że sprawa jest w rękach człowieka, któremu się ufa. l ufać warto.
Nie ma się co dziwić, skoro opinia publiczna jest epatowana bez przerwy zapewnieniami, że nie ma żadnych usług niematerialnych wykonywanych przez wolne zawody, bo są wyłącznie podmioty gospodarcze oraz przedsiębiorcy.

Jerzy Naumann, adwokat, prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego
tekst opublikowany w Rzeczpospolitej w dniu 10 kwietnia 2009